Wspomnień czar – historia płonącego toru

  • Redakcja
  • 18 grudnia 2018

Już kilka razy miałem się zabrać za temat „płonącego toru” ale z racji wieku brakowało mi bezpośredniej wiedzy. Do tematu wróciłem, gdy okazało się, że na pamiętnym meczu Polonia – Kolejarz była osoba, od której pierwszy raz usłyszałem, iż istnieje alternatywne rozumienie dla słowa „żużel” – moja matka Irena.
Poniżej przedstawiam relację naocznego świadka, który pamięta czasy, gdy działacze, kibice, zawodnicy tworzyli udaną symbiozę. Serdecznie zapraszam.

„Z dyscypliną sportową zwaną “ŻUŻEL” zetknęłam się pod koniec lat 60 za sprawą mojej koleżanki klasowej, która była spokrewniona z czołowym zawodnikiem Bydgoskiego Klubu Sportowego “POLONIA” Henrykiem Glücklichem. Namówiła mnie ona wyprawę na zawody żużlowe, a przeżyte tam emocje sprawiły, że od tej pory rzadko opuszczałam kolejne mecze.
Jednak zawody o rangę Mistrza Polski były meczem szczególnym i wywoływały w nas wiele emocji i wielkie nadzieje.

Niestety 19 września 1971 r. pogoda nie była zachęcająca z powodu padającego deszczu, ale kto by tam na to zwracał uwagę – pojechaliśmy na stadion pewni, że mecz się odbędzie. Na trybunach był ogromny ścisk i towarzyszące mu uczucie nerwowego oczekiwania.
Działacze klubu mocno się trudzili by doprowadzić tor do stanu używalności – na próżno. Tor był jedną wielką breją i zawodnicy klubu “Kolejarz Opole” stwierdzili, że nie będą się na nim ścigać. Po latach, na chłodno ciężko mieć o to pretensje. Jednak perspektywa, że tak ważny mecz może się nie odbyć wywołała niezadowolenie kibiców, którzy zaczęli skandować “Kolejarz na tor”. Czas rozpoczęcia zawodów oddalał się w czasie, a my wciąż krzyczeliśmy “Kolejarz na tor”.
Zawodnicy i działacze obu klubów ( wśród ,których był nasz wielki sportowiec Mieczysław Połukard, który swoje życie oddał czarnemu sportowi ) obchodzili tor w skupieniu , uważnie go badając.
Po jakimś czasie spiker ogłosił, że odbędzie się suszenie toru przy pomocy…paliwa. Myśleliśmy, że to specyficznej urody żart na rozładowanie atmosfery, ale rzeczywiście wyjechała cysterna, a sam Heniu Glücklich wężem polewał nawierzchnię. Paliwa starczyło tylko na część toru, ale ktoś załatwił jeszcze dwie cysterny!!!
Odór paliwa biegnący od strony nawierzchni upewniał nas, że oni chyba naprawdę to zrobią!!! Działacze i zawodnicy chyba sami obawiali się efektu, bo krzątali się niezdecydowani przy torze. Wiatr wiał od strony trybuny głównej. Zastanawialiśmy się co się wydarzy, gdy zostanie zaprószony ogień? Ktoś jak pamiętam ugniótł papier, który po zajęciu się ogniem rzucono na nawierzchnię. Wkrótce podpalony tor napełnił stadion językami ognia i dymem. Zrobiło się potwornie gorąco. Topiły się parasole, którymi niektórzy próbowali się osłaniać. Kibice z łuku za parkiem maszyn pospiesznie się z niego ewakuowali. Ludzie stłoczyli się na koronie i na wale za nią. Do tego zapaliły się gumy przy mocowaniach bandy, dodając do bukietu zapachów duszący smród tworzywa, ale trzeba przyznać, że zabieg przyniósł pożądany efekt.

To wydaje się nieprawdopodobne z dzisiejszego punktu widzenia. W teraźniejszych czasach szczegółowego nadzoru dziesiątków organów kontroli, działaczy klubowych wywoziłyby więźniarki, jedna po drugiej, a zgromadzeni widzowie zarzuciliby klub pozwami. A my wtedy byliśmy szczęśliwi. Pomimo zniszczonego ubioru, i zapaskudzonych trybun, nikt nie myślał o niczym innym jak o czekających nas zawodach. Tor nadawał się do jazdy.

Mecz ostatecznie się odbył, a co ważniejsze POLONIA zdobyła tytuł MISTRZA POLSKI. Po ostatnim biegu kibice wbiegli na murawę i do parkingu. Radosną informację przekazaliśmy innym Bydgoszczanom maszerując przez całe miasto z okrzykami i śpiewem i nikt nam nie miał tego za złe. Wtedy jeszcze nikt nie słyszał o waśniach międzyklubowych, a ludzie potrafili się naprawdę cieszyć z takich okoliczności.
Szkoda, że dzisiaj doprowadzono do upadku tak wspaniałego klubu, który dawał tyle wspaniałych przeżyć mieszkańcom miasta i kraju i napełniał nasze serca dumą z tego, że jesteśmy Bydgoszczanami”.

 

Liberate